Przedostatni. Chyba mój ulubiony, a zdecydowanie najbardziej spłakany :P
Nigdy, nigdy, przenigdy!
Cz. 2
Nowy Rok wstał mroźny i wyjątkowo jasny. A raczej tak się im wszystkim wydawało, bo obudzili się w południe. Jo przeciągnęła się leniwie i natychmiast zaklęła w myślach – James błyskawicznie otworzył oczy. Od dwóch miesięcy robił to codziennie – jakby był wyczulony na każdy jej ruch.
- Która godzina? – zapytał zaspany.
- Nie wiem, ale twój tata chciał się z nami dzisiaj spotkać.
- Z tobą i ze mną? – zdumiał się James, gdy Jo wyśliznęła się z kołdry i chwyciła szlafrok. Pokręciła głową.
- Z nami wszystkimi. - i pociągnęła go za rękę, co skończyło się tak, że wcale go nie podniosła, tylko sama wróciła do łóżka.
W salonie Potterów byli już Al i Scarlett, a gdy Jo i James schodzili po schodach rozległ się dzwonek i zobaczyli Rose i Scorpiusa.
- Państwo Malfoy! – zadrwił Al, który poszedł, by im otworzyć, a potem ukłonił się teatralnie. Rose pacnęła go w czoło.
- Skandal! – oznajmiła. – Żeby budzić ludzi o takiej porze po ich własnym weselu?!
- Wybacz, Rose, ale to dość ważne – wszyscy odwrócili się w kierunku kuchni, z której wychodził właśnie Harry. Jak na „dość ważną” sprawę wyglądał na wyjątkowo odprężonego. Na nogach miał pantofle, a pod pachą trzymał gazetę.
Rose, której jej ojciec chrzestny bynajmniej nie przekonał, odwiesiła swój płaszcz z głośnym westchnięciem, a Scorpius ruszył za nią, walcząc ze swoimi powiekami. Harry usiadł w fotelu naprzeciw Scarlett, za którą wgramolił się Al; James zajął drugi fotel, Jo przysiadła na jego oparciu a Rose i Scorpius opadli na kanapę w nie końca siedzącej pozycji.
- O co chodzi? – jęknęła Red. – Ankdal zmartwychwstał? Bestia miała siostrę bliźniaczkę? – Jo zachichotała, choć oczy natychmiast jej się zaświeciły.
- Nie – odparł spokojnie Harry. – Ale jesteście w sporym niebezpieczeństwie!
Sześć par oczu powiększyło się w tym samym momencie.
- CO?!
- Chodzi o pewien przedmiot – dodał Harry, przenosząc spojrzenie na Scorpiusa a potem Jo. – Przedmiot, który ma wyjątkowo krwawą i straszną historię. Przedmiot, który kiedyś należał do mnie, a teraz… cóż, właściwie dalej jest w rodzinie Potterów – i uśmiechnął się do Jo a ona westchnęła ze zrozumieniem.
- Może mi ktoś wytłu…? – zaczął Al.
- Carter ukradła mi Czarną Różdżkę – wtrącił Scorpius, przewracając oczami.
- Niczego ci nie ukradłam, pacanie – odparła z godnością Jo i odwróciła się do Ala. – Ankdal rzucił na niego Imperiusa i mnie zaatakował. Rozbroiłam go i faktycznie… jestem jakby posiadaczem Berła Śmierci.
Harry pokiwał żywo głową.
- Raczej nie ma świadka tego wydarzenia, który mógłby opowiadać o tym dalej… Więc po pierwsze ty, Scorpiusie musisz mieć się na baczności. Od kiedy pozwoliłem ci się rozbroić, żebyś mógł zabrać ze sobą różdżkę na wyprawę po kołczan kilka miesięcy temu byłeś ostatnim znanym jej właścicielem. Po drugie, nadszedł czas, by ten przeklęty przedmiot przestał być powodem morderstw.
- Zgadzam się – odparł natychmiast James i wstał z fotela, prawie strącając z niego Jo i ruszył w stronę schodów.
- Zniszczymy ją? – zapytała Scarlett, wpatrując się w Harry’ego. Potter dotknął okularów.
- Historia pokazuje, że czasem nawet najgroźniejsze przedmioty są przydatne – tu spojrzał znacząco na Rose, a ta przewróciła oczami. – Myślę, że zniszczenie jednego z Insygniów może mieć nieznane i w sumie złe konsekwencje. Sądzę, że… jeśli zgodzi się na to właścicielka – przeniósł trochę rozbawione spojrzenie na Jo – powinniśmy ukryć różdżkę tak, by tylko powołani mogli po nią sięgnąć i to w ostateczności.
Jo poklepała się po nosie.
- Mam gdzieś ten patyk – oznajmiła, a w tym samym momencie rozległy się kroki Jamesa, zbiegającego z Czarną Różdżką po schodach. – Możemy go nawet złamać na pół.
Harry pokręcił spokojnie głową.
- Ukryć, Jo. Ukryć.
Milczeli przez chwilę, a James położył berło na stole i wrócił na swoje miejsce.
- Tylko gdzie? – zastanawiał się Albus.
- Cóż, na pewno nie znowu w grobowcu – mruknęła Scarlett i Harry zachichotał.
- Zainteresowanie nią było tak wielkie przez stulecia, że czarnoksiężnicy zawsze prędzej czy później docierali do niej. Możesz wybrać, Jo – powiedział poważniej Harry. – Nikt nie wie, że ta różdżka słucha teraz tylko ciebie, a to znaczy, że Scorpius może liczyć na kilka odwiedzin. Możesz więc dać się rozbroić a on zyska większą obronę. Możesz zostawić ją sobie i stać się niepokonaną. I możemy ją ukryć.
Jo spojrzała na Scorpiusa.
- Rozgłoszę, że ktoś mnie pokonał i ją sobie zabrał – stwierdził obojętnie, bo oczy znowu zaczynały mu się kleić. Jo milczała chwilę.
- Ma pan…
- Ekhym! – kaszlnął ze złością Harry.
- Tata ma rację – poprawiła się Jo, na co Rose parsknęła śmiechem. – Ukryjemy ją a ja nawet wiem gdzie.
Spojrzeli na nią pytająco. Jo wpatrywała się w berło.
- Istnieją zaklęcia namierzające i prędzej czy później różdżka trafi w niepowołane ręce. Trzeba zamknąć ją w… czasie.
Reszcie gałki prawie wypadły z oczodołów.
- Eee… Carter, postradałaś rozum? – mruknął sennie Scor. Jo pokręciła głową i odezwała się, nim James poprawił Malfoy’a.
- Nie wiem czemu przyszło mi to do głowy – zastanawiała się Jo. – Może dużo ostatnio myślałam o przyszłości? – wzruszyła ramionami, zerkając na swojego męża. – W każdym razie to dobry sposób. Jeśli przeniesiemy się w czasie o kilka, kilkanaście lat i zostawimy różdżkę samym sobie… ona zniknie na ten czas. A potem my w przyszłości będziemy mogli przenieść ją dalej, albo się cofnąć.
Albus i Scarlett wpatrywali się w siebie z otwartymi ustami, Rose marszczyła śmiesznie nos, Scorpius znowu się wybudził, a Harry i James patrzyli długo na Jo.
- Coś takiego już się wydarzyło – powiedział w końcu Harry. – Ukrywanie przedmiotów w czasie faktycznie jest najlepszym sposobem.
Jo pokiwała żywo głową.
- Potrzebujemy tylko Zmieniacza Czasu!
- Tylko! – zadrwiła Rose, ale Harry się uśmiechnął.
- Zapominasz, że do jutra jestem Ministrem Magii – przypomniał, spoglądając w sufit. – O północy tę posadę obejmie Tally, ale do wieczora spokojnie mogę pożyczyć zmieniacz.
Scorpius wyprostował się na sofie.
- Czemu nie używaliśmy go przez ostatnie lata?!
- Bo nie można podróżować w czasie by wygrać wojnę. To by się po prostu nie udało – oznajmił Harry i wstał. – Cóż, w takim razie postanowione. Za pół godziny jedno z was czeka emocjonująca podróż! – dodał wymownie. Zapanowała konsternacja.
- Ja tam nie chcę poznać przyszłości – stwierdziła Scarlett a Albus pokiwał głową.
- Mi też dobrze teraz – dodał Scor. Rose wbijała wzrok w Jo.
- Zasłużyłaś. Poza tym to twój pomysł i twoja Czarna Różdżka – dodała z westchnięciem.
- Przecież i tak niczego nie zobaczę! – zawołała szybko Jo, ale chyba nie była pewna i spojrzała na Harry’ego, który odkładał swoją gazetę.
- Wyślemy cię do tego domu, na… powiedzmy… dziesięć lat do przodu, w moje urodziny. Wtedy na pewno tu będziecie! Musisz przekazać berło sobie samej, więc coś tam jednak podejrzysz. Pamiętaj, że nikt inny nie może cię zobaczyć.
Jo otwierała i zamykała usta. Miała chyba z milion pytań, ale nim zdecydowała, które zadać najpierw, Harry zdążył wyjść z salonu.
*
*
*
Dziesięć lat później (?)
Jo otworzyła oczy i odetchnęła z ulgą. Dolina Godryka wyglądała tak samo, z tym wyjątkiem, że teraz było upalne lato. Rozejrzała się i szybko pobiegła pod żywopłot – Harry się nie pomylił – właśnie trwała impreza i w ogrodzie było pełno gości.
Gdzie tylko ma znaleźć… siebie? Brzmiało to głupio nawet w jej głowie. Wychyliła się odrobinę. Goście bawili się na tyłach domu i wyglądało na to, że nikogo nie ma w wejściu. Podniosła się, zgarbiła i błyskawicznie przecięła ścieżkę wiodącą do drzwi.
W domu było gwarno i tłoczno. Słyszała śmiechy i szybko znowu się skuliła, by nikt jej nie zobaczył. Wyjrzała zza framugi ganku w kierunku salonu, ale było tam mnóstwo osób – odwróciła się w stronę kuchni ale i tam panował gwar. Miała tylko jedną możliwość – wyprostowała się i starając nie wykonywać gwałtownych ruchów ruszyła w kierunku schodów.
Uff. Udało się. Nadstawiła uszu. Tak, góra była chyba pusta i postanowiła się na nią wspiąć i wymyślić jakiś plan – może wyłowi siebie wzrokiem w ogrodzie i jakoś przywoła?
Przeskakiwała po dwa stopnie na raz i w końcu znalazła się na korytarzu. Uśmiechnęła się pod nosem – Ginny w końcu namówiła Harry’ego do przemalowania piętra… Ruszyła raźno w kierunku pokoju Jamesa i zatrzymała się gwałtownie. Z najbliższego pokoju dochodziły śmiechy i piski, a potem drzwi pokoju Lily otworzyły się z hukiem. Jo zamarła i sięgnęła po różdżkę, ale było za późno.
Na korytarz wyskoczyła mała dziewczynka. Zobaczyła Jo i wytrzeszczyła oczy. A jej odjęło mowę. Dziewczynka mogła mieć jakieś pięć lat; miała jasne włosy, opadające na trójkątną twarz i ciemne oczy. Była roześmiana i chyba porządnie zmęczona.
- Dzień dobly! – zawołała, zadzierając wysoko główkę. – Nie znam pani!
Jo zadrgały usta. Wiedziała, czuła to. Próbując opanować niemożliwe wzruszenie pochyliła się i kucnęła a jej twarz znalazła się na poziomie dziewczynki.
- Jak masz na imię? – zapytała, doskonale wiedząc, że nie wolno jej tego robić. Blondyneczka była bardzo jej ciekawa i zrobiła jeszcze krok w jej stronę, bystro jej się przyglądając.
- Leah! – odparła z dumą. – Po mojej cioci, któla była stlasnie odwazna!
Jo zatrzęsła się cała.
- Piękne – powiedziała cicho. – Masz piękne imię.
Dziewczynka zmrużyła na moment oczy.
- Jest pani oklopnie podobna do mojej mamusi! – oznajmiła, przechylając jasną główkę to w jedną to w drugą stronę. Jo nabrała powietrza.
- Naprawdę?
Leah pokiwała szybko główką a potem nagle odwróciła się w stronę pokoju, z którego przed chwilą wyszła. Jo poszła za jej wzrokiem. Drzwi otworzyły się bardzo powoli, jakby ktoś nie miał siły ich pchnąć. A potem Jo poczuła jak jej serce podjeżdża do gardła.
Na korytarzu pojawił się mały, zasapany chłopiec. Miał czarne, koszmarnie zwichrowane włosy i czysto niebieskie oczy.
- Mallow! – Leah szybko do niego podbiegła. – Zalaz do ciebie wlócę!
- Marlow – szepnęła Jo, czując kłucie w klatce. Chłopiec uśmiechnął się na jej widok.
- Chodź, Leah – szarpnął siostrę za rękę. – Telaz ja będę łowcą!
Dziewczynka zerknęła jeszcze na Jo i pomachała jej, a potem pociągnęła braciszka za rękę i wpadli jak burza do pokoju. Jo nie wytrzymała. Wargi zadrżały jej okropnie i nie mogła złapać powietrza. Zaczęła podnosić się z miejsca, gdy nagle usłyszała tuż za sobą:
- Nie daj się nabrać na ich wygląd. Marlow ma twój charakter a Leah to córeczka tatusia.
Jo odwróciła się błyskawicznie i po raz kolejny ją zamurowało. Po schodach wchodziła właśnie ona sama.
Dorosła Jo niewiele się zmieniła. Miała teraz kilka zmarszczek wokół oczu i ust, ale wyglądały raczej jak takie, których dostaje się od ciągłego śmiechu. Poza tym na jej szyi błyszczała krótka blizna a włosy były może ciut ciemniejsze i krótsze.
Dla Jo było to zdecydowanie najdziwniejsze doświadczenie w życiu i nie mogła się otrząsnąć. Tymczasem jej starsza wersja uśmiechała się, wyraźnie podekscytowana.
- Nie jesteś zaskoczona! – odezwała się w końcu młodsza Jo. Starsza pokręciła głową.
- Dziesięć lat temu byłam na twoim miejscu. Potrzebujesz chwili, żeby to pojąć – dodała pewnie.
- Wiedziałaś… - szepnęła Jo i spojrzała na drzwi zza których dochodziły radosne wrzaski Leah i Marlowa. – Wiedziałaś, że ich zobaczę. Nie przeszkodziłaś mi.
Starsza Jo wciąż się uśmiechała, teraz kiwając głową a potem zagarnęła ją ręką do siebie i podprowadziła do okna w korytarzu, za którym widać był ogród Potterów.
- Wiem czego się boisz – powiedziała poważnie. – To co się działo… Ciągle masz wrażenie, że za chwilę wszystko się spieprzy!
Jo nie odpowiedziała. Jej starsza wersja miała cholerną rację.
- Zasłużyłaś, by to zobaczyć – dodała Jo z blizną na szyi. – Masz prawo wiedzieć, że przyszłość… choć nie będzie całkowicie kolorowa… jest bezpieczna. I piękna.
Jo wciąż nie mogła uwierzyć.
- Moje dzieci – szepnęła, nie wierząc, że to mówi. – Są… są cudowne.
Starsza pokiwała głową na lewo i prawo w wyrazie powątpiewania.
- Ta… Nie zapytasz czemu siedzą na górze w czasie przyjęcia? Przed chwilą chciały bawić się w łowców ze Scorpiusem. Ma siniaka na pół uda.
Jo zawyła śmiechem, nie przejmując się długą łzą cieknącą jej po twarzy. Gdy się trochę uspokoiła wyjrzała przez okno. I zobaczyła ich wszystkich.
Harry miał zupełnie siwe włosy i trochę się przygarbił. Aktualnie był ciągnięty za ręce w dwie strony przez jasnowłosych chłopców.
- Lucas i Julian – odezwała się starsza Jo, najwyraźniej wyłapując na co patrzy jej dawna wersja. – Synowie Ala i Scarlett – Jo zakryła usta dłonią. Nawet z tej odległości widziała podobieństwo do ich matki. – Mają imiona po ojcu i wujku Scarlett, którzy zginęli w walce ze śmierciożercami…
- Dziadek Arthur! – pisnęła zachwycona Jo, przenosząc wzrok na staruszka, który siedział na krześle, a wokół niego biegały dwie rudowłose dziewczynki. Obok niego stała babcia Molly, zupełnie siwa i jak zwykle rozgadana. Najwyraźniej gaworzyła teraz do niemowlaka w wózku.
- Mary ma sporo rodzeństwa – wyjaśniła szybko starsza Jo, a oczy młodszej urosły na potęgę i prawie wcisnęła nos w szybę.
- Ta trójka… To dzieci Cama?!
Starsza ona parsknęła śmiechem.
- Po Mary jest Sophie – wskazała ręką na dziewczynkę gdzieś wzrostu Leah. – A potem Julie – dodała, pokazując trochę mniejszą dziewczynkę. – Ale Cam uparł się na syna – wtrąciła z rozbawieniem starsza Jo. – I w wózku mamy małego Roberta.
Jo kręciła głową niedowierzając. Ale po tych słowach szybko zaczęła rozglądać się dalej po ogrodzie, wyszukując pilnie dwóch twarzy.
- Gdzie mama i tata? – zapytała szybko.
- Na misji – westchnęła starsza Jo. – Ty i James macie urlop rodzicielski a oni uparli się, że świat demonów stanie na głowie!
Jo parsknęła śmiechem.
- Przecież oni mają teraz… ze sto lat!
- Mama jest w lepszej kondycji niż ty.
- Hej!
- Nie kłóć się ze sobą, Jo – mruknęła tamta i Jo znowu zatkało. Wróciła do okna.
Niedaleko dziadków Weasley’ów stali Teddy i Victoire ze swoimi dziećmi, a za nimi wypatrzyła…
- ROSE! – i rzuciła się bliżej szyby, nie mogąc wyjść ze zdumienia. Red miała o wiele krótsze włosy i jeszcze bardziej wypiękniała. Jo nie dziwiła się, że stojący koło niej Scorpius, wpatruje się w nią jak w obrazek.
Nagle dobiegły ich wrzaski z dołu i starsza Jo wychyliła się, a potem błyskawicznie schowała i pociągnęła ją za sobą, wpychając je do pokoju Albusa. Zostawiła drzwi uchylone na cal.
- …wtedy moznaby to wysadzić w powietse!
- Musę to psemyśleć.
Jo z przyszłości domknęła natychmiast drzwi. Jej młodsza wersja uniosła brwi najwyżej jak mogła, a potem pochyliła się do dziurki od klucza.
Po schodach wdrapywały się właśnie dwie dziewczynki. Bliźniaczki. Miały prawie czerwone włosy i jasne, szare oczy. Były ubrane w zupełnie różne sukienki, ale i tak nie można było ich odróżnić. Zwłaszcza, że na ich twarzach malowała się taka sama ochota do rozrabiania.
- Elizabeth i Blake – poinformowała ją jej starsza wersja a Jo nabrała szybko powietrza. – Są o pół roku młodsze od Leah. Dam ci ważną radę! – dodała szybko, gdy Jo już się podniosła i tamta wytrzeszczyła oczy. – NIGDY nie zostawaj z nimi sama!
Jo zachichotała.
- Przecież to tylko dzieci!
Starsza pani Potter uśmiechnęła się zjadliwie.
- To dzieci Rose i Scora – poprawiła ją a Jo stwierdziła, że może mieć rację.
- Poszły do Leah i Marlowa? – zapytała. Starsza wersja machnęła ręką.
- O to się nie martw, świetnie sobie z nimi radzą.
Jo pokręciła głową z natłoku myśli i emocji.
- Nie mogę w to wszystko uwierzyć.
Starsza Jo spojrzała na nią trochę wzruszona.
- Masz na to jeszcze dużo czasu… Najpierw przeżyjecie jeszcze z Jamesem mnóstwo przygód… Nic ci nie powiem – dodała szybko, widząc, że młodsza Jo otwiera usta. – Rose spełni swoje marzenia i będzie podróżować, Scorpius zacznie szkolić aurorów z transmutacji… Scarlett otworzy pracownię alchemiczną, a Al… Och, nie tego w życiu nie zgadniesz!
Jo znowu wytrzeszczyła oczy.
- Zawsze obstawiałam, że będzie Ministrem Magii!
- Wiem – odparła tylko tamta. – Dlatego mówię, że nie zgadniesz… Aluś aktualnie jest trenerem bramkarzy w reprezentacji Anglii w quidditcha!
Jo zaniemówiła a potem ryknęła głośnym śmiechem. Ta druga Jo, szybko przytknęła jej dłoń do ust.
- Tylko ja wiem, że tu jesteś, pamiętasz?
Jo pokiwała powoli głową. Gdy już tamta zabrała rękę odezwała się znowu.
- Mam jeszcze jedno pytanie.
- Wiem – wyszczerzyła zęby pani Potter z przyszłości. – Jesse.
Jo pokiwała szybko głową i otworzyła szerzej oczy.
- Wiem, że nie ułożył sobie życia z Dakotą – powiedziała szybko. – Ale powiedz chociaż, że ułożył je w ogóle.
Starsza Jo uśmiechnęła się ciepło.
- Jest szczęśliwy – powiedziała a Jo-podróżniczka w czasie odetchnęła z ulgą. – Ma córkę.
Jo pisnęła.
- Naprawdę?!
- Jest śliczna, nazywa się Laura, wygląda jak Jesse a Marlow wodzi za nią rozanielonym wzrokiem.
Jo przyłożyła rękę do ust.
- To… cudownie! Choć jak rozumiem mama Laury nie jest panią Atwood? – dodała kwaśno. Starsza Jo pokręciła głową.
- Aż tak żadne z nas się nie zmieniło.
Zapadła cisza. Jo miała jeszcze setki pytań, ale z drugiej strony bała się je zadać. Ona sama z przyszłości musiała zresztą o tym wiedzieć, bo powiedziała:
- Tyle ci wystarczy. Dzisiaj nie zaśniesz wcale, ale jutro i przez następne dni będziesz spać jak niemowlę. Przyszłość jest wspaniała. Czekaj na nią.
Jo pokiwała powoli głową a potem sięgnęła za pazuchę i wyjęła Czarną Różdżkę. Podała ją… sobie.
- Mogę im powiedzieć?
- Al i Scarlett nie będą chcieli wiedzieć. Rose i Scora musisz zbyć, obawiam się, że z tą wiedzą wiele mogą zmienić – dodała poważnie Jo z przyszłości. – A James… On to już wie.
- Wie, że będziemy mieć dwoje dzieci?! – zdumiała się Jo.
- Wie, że będziemy szczęśliwi.
Zmieniacz Czasu zatrzymał się i Jo uderzyła stopami w twarde podłoże. Owiał ją zimny wiatr – znowu była zima. Spojrzała na dom Potterów i powoli ruszyła w stronę drzwi wejściowych. W głowie huczało jej i prawie dymiło a w uszach ciągle słyszała śmiech Leah i Marlowa.
Dotknęła klamki i prawie się przewróciła, bo drzwi otworzyły się z hukiem i Rose, James i cała reszta wlepili w nią ciekawskie spojrzenia .
- I CO?!
Jo spojrzała na nich po kolei i w końcu zatrzymała wzrok na Jamesie.
- Nic nie widziałam. Słyszałam tylko, że mamy się całkiem nieźle!
*
*
*
Ps. Słuchajcie Jo skoczyła sobie 10 lat do przodu, a ja 12 i mam dla Was zdjęcia! :DD (są z różnych okresów, podałam wiek, żeby określić różnicę między nimi) :) Przesuńcie obrazek w prawo!
Ps.2 Można zajrzeć na LL, ale radziłabym zostawić coś po sobie, bo ja po prostu usuwam :P
