Ginger Golden Girls

21 marca 2015

Czarująca uciekinerka



Sto lat, sto lat! <tort, balony, muzyka, szampan> :) 


Dokładnie rok temu wystukałam pierwsze słowa w GGG.

Rok! Dacie wiarę?! Ja nie!
Mamy święto, więc wybaczycie mi, że sobie poględzę… :P
Wiecie czemu nie wierzę, że to już tak długo? Bo zwykle gdy zabierałam się za różne historie, kończyłam je przed połową. Bo mi się nie podobały, bo mi się chciało… A tutaj sama nie mogę się doczekać, kiedy tylko znajdę czas dla GGG, bo daje mi to tyle rzeczy, że aż ciężko uwierzyć! Wiem, że czasem bywam wredna, ale to tylko dlatego, że Wasza obecność tutaj jest moim motorem i stąd tak mi zależy na komentarzach.
Dla mnie GGG jest trochę próbą tego jaki jest odbiór mojej radosnej twórczości. Na tym samym laptopie jest jeszcze dwie książki, które są w połowie napisane i na pewno zostaną wysłane do wydawnictw. A wielu rzeczy, które się tam znalazły nauczyło mnie GGG. I dlatego chcę Wam bardzo bardzo bardzo podziękować! Jesteście wspaniałe!
No i to też Wasze urodziny, bo wszystkie jesteśmy gingers albo golden girls, więc STO LAT!

Przedstawiam Wam historię Draco i Astorii, choć sądzę, że nie tego się spodziewacie i szczerze mówiąc nie wiem czy Wam się spodoba. Ale plan był taki, żeby napisać coś w zupełnie innym klimacie niż GGG.

Z dedykacją dla Was wszystkich!

„Czarująca uciekinierka”






 

                Biegła.
                Znowu uciekała, nie odwracając się za siebie. Czuła na plecach morderczy oddech i wiedziała, że jeśli choć na moment zwolni, zginie. Słyszała krzyk, ale wiatr wypełnił jej uszy i nie odróżniała słów. Zresztą, nie musiała. Mogli krzyczeć tylko jedno.
    Zostawiła wszystko, nie zabrała nawet pieniędzy. Nie było na to czasu.
                Obtarty obcas buta zachybotał niebezpiecznie, gdy skręciła w inną przecznicę. Nie miała nawet pojęcia gdzie jest. Wszędzie mugolskie sklepy, apteka i bar. Zwolniła.
                Mugole mijali go, jak gdyby go nie widzieli. Poczucie ulgi spłynęło po niej jak gorąca fala i znowu przyspieszyła. Obróciła się jeszcze za siebie, ale nie zdążyli jej dogonić, ani zobaczyć jak wbiega przez podwójne drzwi do pubu.
                Zrobiło jej się ciemno przed oczami i oparła się o ścianę, łapiąc dech. Gdy otworzyła oczy na moment, szybko odbiła się od miejsca. Było tu niewiele osób, ale teraz wszystkie patrzyły na nią zdumione. Próbując uspokoić oddech i zachowywać się normalnie (jak na kogoś kto wpadł tu, jakby go gonił diabeł), podeszła do baru i usiadła na wysokim, okrągłym stołku.
                Rozejrzała się po sali. Była ciemna i brudna, co było dość oczywiste, biorąc pod uwagę, że znajdowali się gdzieś na obrzeżach Londynu, ale i tak nie weszłaby tu z własnej woli. Zerknęła na drzwi. Nikogo.
- Co podać? – Prawie podskoczyła, gdy tuż przed nią pojawiła się włochata twarz barmana.
Bardzo chciało jej się pić, ale nie miała przy sobie ani knuta.
- Dziękuję – powiedziała szybko – Odpocznę chwilę i już mnie nie ma.
Barman chyba zamierzał protestować przeciw darmowemu siedzeniu w jego pubie, ale gdy przyglądał jej się, coś w jego spojrzeniu złagodniało i tylko westchnął ciężko i wrócił do wycierania niezbyt czystych szklanek.
                Pewnie było mu jej żal, pomyślała, znowu odwracając się przez ramię, w obawie, że mogą ją jeszcze dopaść. Cóż, nie dziwiła się barmanowi. Od roku ukrywała się i nie mogło to wyjść na dobre jej wyglądowi. Wiedziała jak bardzo podkrążone są jej oczy i jak szara jest jej skóra, która od miesięcy nie widziała słońca. Nie pomagał też fakt, że pieniądze, które miała gdy uciekła, dawno się skończyły i niełatwo było teraz utrzymać względnie zdrową dietę.
- Jeszcze raz to samo i cokolwiek zechce ta pani. – Zacisnęła mocno palce na różdżce i powoli spojrzała na mężczyznę, który podszedł do baru.
Miał kaptur na głowie, zarost, ciężkie powieki, jak ma tylko ktoś z dużymi problemami z zaśnięciem i skórę, jeszcze bardziej szarą niż ona.
- Dziękuję – powiedziała szybko – Nie trzeba.
Barman znowu spojrzał na nią z litością i nalał jej szklankę wody, a potem postawił bursztynowy płyn przed mężczyzną.
- Bardzo pan uprzejmy – uśmiechnęła się do niego, a wtedy on obrócił się w jej stronę i wypuściła głośno powietrze z płuc. Jej ręka zahaczyła o szklankę, gdy się cofnęła i pewnie wylałaby jej zawartość, gdyby w porę jej nie chwycił.
- To ty… - szepnęła ze zgrozą.
Uśmiechnął się z drwiną.
- Wszędzie fanki… - mruknął Dracon Malfoy.
Zsunęła się z krzesła i zrobiła krok do tyłu, jednocześnie rzucając spojrzenie na drzwi.
- Kto cię gonił? – zapytał, przyglądając jej się poważnie. Zrobiła hardą minę.
- Twoi kumple! – syknęła, wciąż zaciskając palce na różdżce tak, że pobielały. Dracon przymknął ciężko powieki, jakby go obraziła.
- Kto dokładnie? – zapytał ostro.
- Jakie to ma znaczenie? – warknęła, a w następnej chwili odwróciła się i rzuciła się do drzwi, ale był szybszy.
                Chwycił ją za ramię i trzymał mocno. W barze zrobiła się spora konsternacja, ale nikt nie odważył się jej pomóc. Wyszarpnęła różdżkę i wycelowała, ale wiedziała, że nie może jej użyć. Draco przypatrywał się zdumiony, jak ją opuszcza, a potem znowu spojrzał na jej twarz. Długo nic nie mówił, gdy szare tęczówki badały niebieskie źrenice.
- Znam cię – powiedział w końcu, wyraźnie poruszony – Jesteś siostrą Dafne. Astoria…
Wyrwała się z jego stalowego uścisku i cofnęła.
- Bzdury. Nie wiem o kim mówisz.
Draco nie spuszczał z niej wzroku.
- Nie możesz używać czarów, masz na sobie Namiar – powiedział, chyba bardziej do siebie, omiatając wzrokiem jej opuszczoną różdżkę.
Prychnęła.
- Nie zaatakowałam cię, bo nie warto mieć na sumieniu kogoś takiego jak ty!
Nie wiedziała, czy go tym dotknęła. Ale milczał przez chwilę, jakby mielił to w sobie.
- Twój ojciec szuka cię od roku. Jak udało ci się przeżyć tak długo, nie używając czarów?
Nie odpowiedziała na to pytanie.
- Śmierciożercy mogą sobie ot tak pić w barach? – palnęła – Nie musicie lizać butów waszemu Lordowi bez nosa?
Liczyła się z tym, że srogo zapłaci za tę odzywkę, i zdumiała się, gdy Malfoy puścił ją mimo uszu.
- Nie wszyscy mamy tyle odwagi… albo głupoty, by uciec od niego.
Prychnęła.
- Godzinę temu słyszałam, że Harry Potter lata na smoku po Londynie – oznajmiła. Draco parsknął śmiechem.
- Gdzie to usły…? – Urwał. Drzwi baru otworzyły się gwałtownie i weszło dwóch zakapturzonych mężczyzn.
                Draco nie zastanawiał się ani chwili, machnął różdżką i stanął przed nią, zasłaniając ją sobą, ale nie było to konieczne. Zaklęcie Kameleona było niezawodne.
- Selwyn! – krzyknął do jednego ze śmierciożerców, którzy zaczęli obchodzić pub, zaglądając w mysie dziury. Dwaj pozostali klienci patrzyli na nich ze zgrozą, ale ci nie zwracali na nich uwagi. Gdy zobaczyli Dracona zatrzymali się, a potem podeszli do niego prędko.
- Malfoy! – wycharczał jeden z nich, ciężkim, jakby chorym głosem – Ścigamy młodą Greengrassównę! Nie było jej tu?
- Nie – odparł natychmiast. – Idźcie dalej.
- Nie ma już czasu – powiedział wściekły Selwyn – Greyback mówił, że za godzinę mamy wszyscy być w Hogsmeade.
Draco drgnął.
- Po co?
Selwyn pomacał się przelotnie po lewym przedramieniu.
- Czarny Pan chce przypuścić atak na szkołę.
                Coś dziwnego działo się z twarzą Draco, ale śmierciożercy już tego nie analizowali. Skinęli mu jeszcze, odwrócili się i wyszli z baru. Malfoy też się odwrócił i machnął różdżką, ale nic się nie stało. Nie mógł odczarować kogoś, kogo już tutaj nie było.



                Minął rok. Wojna dogasała w ostatnich zakamarkach Wielkiej Brytanii, skąd aurorzy wyszarpywali co bardziej tchórzliwych śmierciożerców. Azkaban pękał w szwach, Hogwart wrócił do dawnego blasku i życie społeczności czarodziejów wracało na swoje dawne tory.

                Astoria znowu biegła. Była już sporo spóźniona do nowej pracy i wpadła do niej jak burza, a potem pognała na zaplecze, by się przebrać, zastanawiając się jednocześnie, czy może udawać, że jest tu od dawna, i nikt się nie zorientuje.
Na zapleczu chwyciła w locie swoje odbicie w niewielkim lustrze. Przytyła nieco, jej twarz odzyskała barwę, a szare cienie pod jej oczami znikły prawie zupełnie. Wyszła na salę i przybrała minę osoby, która jest w pracy od trzydziestu minut.
- Widziałem jak wchodzisz – przywitał ją drugi barman. Na szczęście wyglądał na rozbawionego.
- Nie wiem o czym mówisz… - zaśpiewała i podeszła do lady, przy której już czekała już kolejka klientów.
                Obsługując ich usilnie zastanawiała się dlaczego w jej kolejce są sami mężczyźni, ale nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie. Nagle jej wzrok padł na mężczyznę, który siedział przy końcu baru. Miał kaptur i nie widziała jego twarzy, a to z jakiegoś powodu wywołało u niej złe skojarzenia. Bar, w którym pracowała przyciągał różnych klientów, ale raczej nie byli niebezpieczni. Człowiek w kapturze przypominał jej typów, przed którymi uciekała przez ponad rok i od razu poszukała wzrokiem Eda.
- Wiesz kto to? – zapytała, wskazując głową na typa. Ed przyglądał mu się przez chwilę, a potem wrócił do nalewania piwa.
- Przychodzi tu od dawna i codziennie się upija. Nie jest groźny…
Astoria rzuciła mu ostatnie badawcze spojrzenie i wróciła do pracy.

                Zostało kilka minut do zamknięcia i zaczęła rozmasowywać sobie bolący kark, gdy jej wzrok znów padł na mężczyznę. Przez cały wieczór nie zdołała dostrzec jego twarzy, bo ukrywał ją pod głębokim kapturem i tylko dostawiał swój kufel, prosząc o dolewkę.
                Ed był na zapleczu, a Astoria kończyła myć bar. Odłożyła ścierkę i z wahaniem podeszła do niego.
- Przepraszam! Za chwilę zamykamy.
Drgnął, i wiedziała, że ją usłyszał. Podeszła bliżej.
- Widzę, że wróciłaś do świata widzialnych…
Zamarła. Słyszała ten głos tylko raz w życiu, dokładnie rok temu, ale nigdy go nie zapomniała.
- To ty… - szepnęła zdumiona i przerażona jednocześnie.
                Kaptur opadł, i zobaczyła ponownie twarz Dracona Malfoya. Już w zeszłym roku wyglądał źle, ale to co zobaczyła teraz, sprawiło, że jej serce drgnęło ze współczucia. Miał wychudłą, szarą twarz, podkrążone oczy i wielodniowy zarost. Wyglądał jakby jedyne czym się w ostatnim czasie żywił to alkohol, i zapewne też tak było.
- Miałem nadzieję, że przetrwasz – powiedział, nie do końca trzeźwym głosem. – I wiedziałem, że nie wrócisz do domu, nawet gdy zamknęli twojego ojca.
- Dużo o mnie wiesz, jak na kogoś z kim kłóciłam się raz w życiu.
Draco zaśmiał się pijackim śmiechem.
- Więc tu ukrywasz się przed matką? Nie bój się – dodał widząc jej wzrok. – Nie wydam cię.
- Zamykamy – powiedziała, ignorując go. Malfoy patrzył na nią jeszcze długą chwilę, a później wyjął zmięty banknot i wstał. Po pierwszym kroku, Astoria była pewna, że się przewróci, ale on tylko zatoczył się i szedł dalej.

                Myśląc gorączkowo pomagała Edowi zamknąć bar, a potem skierowała w uliczkę, z której zwykle teleportowała się do wynajętego mieszkania. A więc musi iść dalej, szukać nowej pracy… W tej nie może zostać. Nie wierzyła mu. Był śmierciożercą, pewnie pieniędzmi wykupił się z Azkabanu…
                Skręciła w uliczkę i prawie podskoczyła. Oparty o mur jednej z kamienic siedział Dracon.
- Szłaś za mną? – zapytał zdumiony jej widokiem. Prychnęła.
- Co tu robisz? – podeszła tylko o jeden krok i zatrzymała się, krzyżując ręce na piersiach.
- Czekam na śmierć – oświadczył z chłodną drwiną.
- Nie rób mi nadziei… - mruknęła.
                Było ciemno, ale dobrze widziała jego spojrzenie, pełne takiego bólu, jakiego w życiu nie dane jej było zobaczyć. Wyglądał jak człowiek, którego trawił ogień, i nagle uświadomiła sobie, że widziała to już przy ich pierwszym spotkaniu.
- Nie możesz mieć o mnie gorszego zdania niż ja – powiedział tym samym tonem. – Ale próbuj dalej nienawidzić mnie mocniej.
Astoria zaczęła oddychać szybciej.
- Miałam takie samo życie jak ty! – zawołała dając upust własnemu bólowi. – Po mnie też się odzywał!
- I uciekłaś z domu – skończył za nią spokojnie Malfoy. – Jesteś sto razy lepszym człowiekiem niż ja.
Współczucie i litość odezwały się w niej z podwójną mocą. Nie rozumiejąc siebie samej odbiła się od miejsca i podbiegła do niego, a potem wyciągnęła rękę, by pomóc mu wstać.
- Mogę cię teleportować do  domu Narcyzy. Byłam w nim kiedyś z ojcem… Nadal tam mieszkasz?
Draco patrzył na jej dłoń, ale nie podał jej swojej.
- Dzięki, wolałbym raczej spłonąć w piekle niż tam wrócić… - i zaśmiał się znowu pijacko.
- Więc gdzie mieszkasz? – zapytała ponaglająco. Wzruszył ramionami.
- Mogę mieszkać tu – oznajmił wskazując na ciemną alejkę, w której byli. Astoria wypuściła głośno powietrze.
- Wstawaj! – a potem chwyciła go za brzeg szaty i pociągnęła. Zatoczył się, ale go złapała i wyjęła różdżkę, a po chwili już ich nie było.

- Nieźle jak na kogoś, kto nie skończył Hogwartu.
- Miłe słowa jak na takiego palanta jak ty.
Stali przed odrapanym blokiem, na ulicy bez ani jednej latarni.
- Prześpisz się u mnie. Tylko bądź cicho.
                Malfoy wpatrywał się w nią z niekrytym zdziwieniem. Cóż, ona sama się sobie dziwiła w tym momencie. Ale jakaś część niej, może ta, która pamiętała, że zawdzięcza mu życie, nie pozwoliłaby, by spał w ciemnej uliczce za barem.
                Wspięli się po stopniach i Astoria otworzyła drzwi swojego maleńkiego mieszkania. Miało tylko jeden pokój, łazienkę i kuchnię. Nie było tu zbyt wiele mebli, a za stół służyła tarcza z rzutek, jakie wisiały po barach, ale gdy się tu wchodziło ogarniało błogie poczucie spokoju.
- Podoba mi się o wiele bardziej niż posiadłość Greengrassów – oznajmił Dracon, odzyskując butę.
- Dziękuję – odparła z dumą Astoria.
- I mieszkasz tu sama?
- Zawsze chciałam psa, albo jakiekolwiek zwierzątko… Ale samemu łatwiej uciekać… - powiedziała, wchodząc do pokoju. Draco podpierał się framugi.
- Czemu wciąż uciekasz? – zapytał poważniej. – Twój ojciec zginął. Matka szaleje z rozpaczy i na pewno nie chce twojej krzywdy…
Astoria zamarła na moment w połowie grzebania w szafie, ale szybko się otrząsnęła.
- Proszę – powiedziała, odwracając się do niego z naręczem pościeli – Możesz znaleźć sobie najwygodniejszy kawałek podłogi i wyczarować na nim materac. Dobranoc!
Draco przypatrywał jej się przez chwilę ze zmarszczonym czołem, a w końcu skinął głową i wyszedł z jej pokoju.

                Rano już go nie było, co odnotowała z wielką ulgą. Zbierając się do pracy, miała nadzieję, że więcej go nie zobaczy. Tym razem spóźniła się tylko dziesięć minut, a gdy już zaczęła zmianę, jej myśli były daleko od Dracona Malfoya.
                Wróciły następnego dnia. Gdy tylko weszła do baru, zauważyła przy barze znajomy kaptur. Przebrała się w roboczy strój i podeszła prosto do niego.
- Czy w tym mieście nie ma innego pubu, w którym możesz chlać?
Malfoy uniósł głowę, i zobaczyła jego szare oczy pod głębokim kapturem.
- Tylko tu mogę liczyć na miłe słowo od uprzejmej barmanki. – Pokręciła głową rozbawiona i odeszła.
                Od tej pory bywał tu codziennie. Nie rozmawiali normalnie. Kłócili się, droczyli, śmiali z siebie. Czasem, gdy upił się tak, że nie był w stanie samemu wrócić pozwalała mu spać na swojej podłodze. Chyba się nie lubili. Ale, gdy spóźniał się na jej zmianę, miała dziwne wrażenie, że jej duszno. A gdy ona miała wolne, on upijał się trzy razy szybciej.
               
                Nadeszła zima, która miała zmienić życie ich obojga, a zaczęła się pewnego chłodnego wieczoru, gdy śnieg oprószył cienką kurtkę Astorii, zmierzającej na swoją zmianę. Weszła do baru i obrzuciła Malfoy’a krótkim spojrzeniem. Nie przywitała się, nigdy tego nie robiła. Ubrała fartuszek i uśmiechnęła się do kolejki czarownic, która ustawiła się po jakiś gorący napój.
                Zamienili dziś ze trzy zdania. Powiedział jej, że jest jędzą i, że ma seksowne spodnie. Ona mu, że powinien się ogolić i, że życzy sobie większych napiwków.
                Było już po północy, gdy drzwi baru otworzyły się na oścież i chłodny wiatr wpadł do środka, podrywając płaszcze, zawieszone na uchwytach. Astoria nie zwróciła początkowo uwagi na nowych gości, zajęta nalewaniem dyniowego soku, ale gdy tylko podniosła wzrok, szklanka, którą trzymała, wyśliznęła się jej z ręki i spadła, tłukąc w drobny mak, a ona jakby tego w ogóle nie zauważyła, rzuciła się do ucieczki.


                                                                  *
                                                                  *
                                                                  *

                Draco poderwał się z miejsca i szybko obejrzał za siebie. Do baru weszło dwóch mężczyzn, a tak się złożyło, że obydwu ich znał. Pierwszym z nich był Philip Alexander, a drugim jego brat Raphael. Draco spotkał ich tylko raz, w dworze swoje ojca, na krótko przed zakończeniem wojny. Wiedział, że współpracowali blisko Voldemortem, ale jakimś cudem uniknęli Azkabanu, i oczyścili się ze wszystkich podejrzeń.
                Nie miał zielonego pojęcia dlaczego Astoria uciekła na ich widok, jakby zobaczyła samego diabła, ale zamierzał się tego dowiedzieć. Zerknął na drugiego barmana, który ze zdumioną miną sprzątał rozbite szkło i szybko ruszył na zaplecze.
                Stała pod ścianą, twarzą do drzwi trzymając w dłoni różdżkę, a drugą rozwiązując swój fartuszek. Wyglądała strasznie. Oczy wyłaziły jej z orbit i nie mogła złapać oddechu. Dopadł do niej w kilku krokach.
- Co się dzieje?!
Nie odpowiedziała, tylko machała szybko głową, jakby chciała się od czegoś odpędzić, a potem podbiegła do swojej szafki i wyjęła torebkę. Stanął za nią i unieruchomił ją.
- Natychmiast mów, dlaczego dostałaś świra na widok braci Alexander!
Zamarła i zaczęła się trząść. Draco miał dziwne wrażenie, że po jego ciele przechodzi prąd.
- Puść mnie… - poprosiła cicho. – Muszę iść.
- Nigdzie nie…
Oboje zamilkli i spojrzeli w kierunku drzwi wejściowych, w których stał zdumiony Ed. Ale nim zdążył o cokolwiek zapytać, w przeciągu paru sekund wydarzyło się wiele rzeczy.
                Przez otwarte drzwi spoglądali na nich bracia, którzy stali teraz przy barze. Gdy tylko ich wzrok padł na Astorię, jeden klepnął drugiego, przeskoczyli przez bar i rzucili się w ich stronę. Ed nie zdążył zareagować, gdy staranowali go w miejscu, strzelając w biegu zaklęciem. Draco puścił Astorię i wyszarpał swoją różdżkę, a potem zasłonił ją i wyczarował potężną tarczę.
- Nareszcie…
Starszy z braci, Raphael nie zwracał uwagi na Dracona. Wpatrywał się w Astorię, jakby była gwiazdką z nieba.
- Koniec ucieczki, cukiereczku.
Ed, którego powalili na ziemię, podniósł się i wyszarpał swoją różdżkę.
- Macie się stąd natychmiast wynieść! Kimkolwiek jesteście.
- Avada…!
- Spokojnie, bracie! – Philip złapał brata za rękę i powstrzymał przed skończeniem zaklęcia. A potem sam trzasnął różdżką jak biczem, tak szybko, że nikt nie zdążył zareagować i barman padł na ziemię nieprzytomny.
- ED! – wrzasnęła Astoria, i wychyliła się zza Draco, rzucając w stronę przyjaciela, ale bariera, którą wyczarował Malfoy sprawiła, że tylko się odbiła.
- TY…! – zawołała trzęsąc się z bezsilnej złości i wpatrując w Alexandrów z najgłębszą nienawiścią.
                Draco zaczynał czuć potężną irytację w związku z kompletnym niezrozumieniem sytuacji. Zrobił dwa kroki do przodu i zdjął kaptur.
- Ach! – zawołał Raphael, gdy zobaczył jego twarz. – Nasz kolega z wojska!
Philip zaśmiał się szyderczo, przyglądając się Draco z zainteresowaniem.
- Co się tu dzieje, As?! – zawołał przez zaciśnięte zęby do trzęsącej się dziewczyny. – Skąd oni cię znają?
Raphael też zrobił krok do przodu.
- Nie opowiadasz o mnie przyjaciołom, kochanie? – zapytał z udawanym bólem i zwrócił się do Dracona. – Ta piękna czarownica byłaby już moją żoną, gdyby nie ukrywała się od półtorej roku.
Draco prawie zadławił się śliną. Spojrzał na Astorię, która miała w oczach taki strach, że poczuł jak zalewa go krew.
- Ale wszystko da się jeszcze naprawić… - oznajmił Raphael, a potem machnął różdżką i bariera, którą wyczarował Draco opadła. Następne machnięcie i Astoria zwinęła się wpół, Draco ryknął wściekle i rzucił się do niej, jednocześnie celując w Raphaela.
                Ale bracia byli szybsi i mieli przewagę. Astoria nie mogła skupić się na tyle, by dobrze wycelować i wciąż chybiała, a Draco choć walki uczył się od prawdziwych mistrzów tej sztuki, oberwał już mocno walcząc na dwa fronty. Ale gdy już wydawało się, że przegra, Astoria jęknęła cicho, gdy zaklęcie którym dostała pozbawiło ją tchu, a w Draco obudziło się coś, czego już dawno nie czuł. Jeszcze nigdy nie miał tak silnej woli przetrwania, już dawno wściekłość nie trawiła go tak bardzo. Machnął różdżką w sposób, którego dawno nie używał i Philip zgiął się w pół, a potem osunął na kolana. Jeszcze jedno machnięcie różdżką i jego brat wylądował koło niego.
                Astoria krzyknęła cicho, z jej oczu popłynęły łzy, ale była to chyba już tylko ulga. Obrzuciła Draco szybkim, zaniepokojonym spojrzeniem i podbiegła do Eda.
- W porządku z nim? – zapytał sucho Draco. Skinęła głową i przyłożyła różdżkę do jego klatki piersiowej.
- Enervate! – szepnęła cicho.
Ed otworzył oczy i Astoria zaczęła go uspakajać, a Draco ruszył w stronę braci, pozbawionych świadomości na środku zaplecza.
- Zajmę się nimi – oznajmił Astorii, podchodząc do nich z wyciągniętą różdżką. Uniósł ich nad ziemię i skierował w stronę drzwi ewakuacyjnych. Przed wyjściem spojrzał jeszcze na nią, jakby chciał coś powiedzieć, a ona skinęła tylko głową, jakby już to wiedziała.

                Ocierając krew z czoła gratulował sobie pomysłu. Bracia Alexander na pewno się zdziwią, gdy obudzą się rano w śmietniku na obrzeżach innego miasta, pozbawieni częściowej pamięci. Ale nie długo zaprzątał sobie nimi głowę, bo był już pod drzwiami jej mieszkania. Nie bawił się w pukanie.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?! – zapytał wkraczając do środka. Siedziała na swoim łóżku, ciasno obejmując się rękami.
- Nie jesteśmy przyjaciółmi – warknęła sucho. Draco znowu dotknął rękawem szaty swojego czoła, z którego nie przestawała sączyć się krew.
- Twój ojciec za tym stał?! – zawołał, ignorując ją. – Kazał ci wstąpić w szeregi śmierciożerców i wyjść za Alexandra?!
Astoria zagryzła wargę tak, że po chwili zrobiła się prawie biała.
- To i jeszcze kilka innych rzeczy…
Draco otarł niecierpliwie nową strużkę krwi i usiadł koło niej.
- Rozmawiałem z tymi gnojami tylko raz w życiu. Na miesiąc przed klęską Voldemorta… Są nieobliczalni.
Astoria zaśmiała się tragicznie.
- Nie, naprawdę? Wyobraź sobie, że wpadłam na to, gdy Raphael próbował mnie zgwałcić w noc po naszych zaręczynach!
Kropla krwi spłynęła na jej łóżko, ale żadne z nich tego nie zauważyło. Draco nie umiał nic powiedzieć. Wstrząsnął nim potężny dreszcz, którego nawet nie starał się opanować. Astoria znowu się odezwała, jakby czuła, że jeśli zamilknie, wybuchnie.
- Voldemort zastraszył mojego ojca. Cała nasza rodzina miała się do niego przyłączyć, albo mieliśmy zginąć. Moi rodzice nie umieli porzucić luksów i wygód swojego życia i nawet nie rozważali odmowy. Pierwszego dnia, kiedy o tym usłyszałam spakowałam walizkę. Potrzebowałam zabrać trochę pieniędzy, więc musiałam poczekać jeszcze jeden dzień. Wtedy akurat odbyło się przyjęcie, na którym poznałam swojego przyszłego męża.
                Krew sączyła się z głowy Draco coraz szybciej, plamiąc jej kołdrę. On wciąż wpatrywał się w nią, jakby dostał gorączki. Astoria podniosła się z łóżka i wyszła z pokoju. Zaczął się trząść. Nie umiał tego opanować i czekał aż po prostu pęknie.
                Astoria wróciła z ręcznikiem i wacikiem. Usiadła bardzo blisko niego i przyłożyła watę do jego czoła, w miejscu, z którego lała się krew. Czuł się jak w febrze i nie bardzo rozumiał co ona właściwie robi. W jednej chwili przyglądał się jak delikatnie wodzi dłonią po jego twarzy, a w następnej jego ręce znalazły się na jej chudej talii i zacisnęły na niej ciasno.
                Astoria sapnęła z zaskoczenia, ale nie uciekła. Mój Boże, jak cieszył się z tego, że się nie przestraszyła…
                Wacik opadł na podłogę, a Draco zbliżył swoją twarz do jej twarzy.
- Nie musisz już uciekać. Pozwól mi się sobą zaopiekować. Chcę się tobą opiekować, As…
                Odchyliła się lekko, tak, by móc dotknąć ustami jego warg. Miał wrażenie, że nigdy tego nie robiła. Była tak słodka i niewinna, że poczuł w klatce gorący ucisk, jakby połknął rozgrzany węgiel. Astoria ruszała nieporadnie ustami, a on nie mógł nacieszyć się tym smakiem. Jej ręce zabłądziły gdzieś w okolicach jego karku, a on splótł swoje mocniej na jej talii.
                Gdy jej język dotknął jego, przymknął oczy z rozkoszy. Oddychali szybko, nie myśleli, czuli…
               
                W końcu głowa Astorii odchyliła się lekko i przymknęła oczy. Draco nie spuszczał z niej wzroku.
- Wymazałem im pamięć. Nie będą cię szukać w barze. Zresztą… - dodał, jakby światło zapaliło się w jego głowie. – Nie musisz tam pracować.
Nie wiedział czy zastanawia się nad jego słowami. Milczała. W końcu podniosła się i sięgnęła po namoczony ręcznik, który przyniosła i zaczęła bez słowa obmywać jego ranę. Gdy skończyła, wyjęła różdżkę i szybkim ruchem wyczyściła krew ze swojej pościeli.
- Chodźmy spać – poprosiła cicho, celując w lampę, dającą słabe światło. Skinął jej głową, by się nie narzucać i zaczekał, aż przebierze się i ułoży.
                Podniósł ją lekko i ułożył na sobie jej głowę. Objął ją ramieniem, ale i tak jeszcze długo czuł jak się trzęsie, nim w końcu zapadła w niezbyt spokojny sen.

                Obudził się rano, czując dziwny chłód. Nie było mu zimno, po prostu wcześniej było tu o wiele cieplej. Zrozumiał wszystko, gdy zobaczył puste łóżko.
                Nie było jej w mieszkaniu, i coś podpowiadało mu, że nie znajdzie jej też w barze. Może chciała się przejść, albo po prostu zostać sama. Miała do tego prawo, nawet jeśli mu się to nie podobało.

                Ale Astoria nie wróciła tego dnia do mieszkania, ani nie pojawiła się w pracy. Draco z najgorszymi przeczuciami wyczekiwał jej, kursując między tymi dwoma miejscami, ale nie było po niej śladu. Miał nadzieję i czekał, ale podświadomie wiedział, że nie ma na co.
                Trzeciego dnia opuścił jej mieszkanie, uświadamiając sobie, że już do niego nie wróci. Nie próbował jej szukać. Po pierwsze najwyraźniej sobie tego nie życzyła. Po drugie ktoś kto przez ponad rok skutecznie unikał śmierciożerców, wiedział jak ukryć się przed jednym facetem.
                Ale było coś, co musiał zrobić bez względu na to, czy Astoria miała być w jego życiu, czy miał już jej nigdy więcej nie spotkać. Coś, czego nie zrobiłby dla nikogo innego, pod żadnym pretekstem…

                Aportował się z cichym trzaskiem i rozejrzał uważnie. Nigdy wcześniej tu nie był i nie do końca wiedział czego szuka. Ruszył krętą, wiejską ścieżką. Szedł tak dobre pół godziny, nim jego wzroku nie przyciągnął interesujący widok. Dom w połowie budowy. Wiedział, że jest w dobrym miejscu.
                Posiadłość nie była jeszcze ogrodzona, ale ktoś rzucił na nią tyle zaklęć obronnych, że pewnie i Hogwart miał niewiele więcej. Jak zwykle w takiej sytuacji Draco skrzywił się, gdy musiał użyć magii, której nie powinien znać. Coś syknęło i mógł wejść na kamienną dróżkę, prowadzącą na budowę.
                Zastanawiał się przez chwilę czy dzwonek, który wyglądał jakby był dopiero zamontowany zadziała, gdy go wciśnie, ale nie było to potrzebne. Z wnętrza domu wychodził właśnie czarnowłosy człowiek z cienką blizną na czole.
                Harry Potter zatrzymał się na jego widok i poprawił okulary, jakby nie wierzył w to co widzi. W końcu ocknął się i ruszył z miejsca, nie spuszczając z niego wzroku.
- Potter – Draco skinął mu głową, a Harry wciąż wyglądał, jakby nie wierzył, że tu stoi.
- Malfoy… Podejrzewam, że nie znasz się na montowaniu dachu…
Draco spojrzał nieprzytomnie na szczyt domu Pottera, który otwierał się prosto na błękitne teraz niebo, i pokręcił przecząco głową.
- Jestem tu, bo tylko ty będziesz chciał mnie posłuchać.
Harry zmarszczył brwi.
- Nie zapytam jak ominąłeś moje zaklęcia ochronne… - mruknął trochę zaciekawiony. – Ale nie bardzo rozumiem co masz na myśli.
Draco przejechał ręką po twarzy.
- Na wolności jest dwóch śmierciożerców. Nigdy nie zostali oskarżeni i mało kto zna ich nazwisko. Ale są cholernie niebezpieczni i wciąż ścigają niektórych… wrogów Czarnego Pana – nie wiedział na ile Potter zna legimencję, ale modlił się, by to ostatnie kłamstwo jakoś przeszło.
- I przychodzisz z tym do mnie? – upewnił się Harry. Draco skinął niecierpliwie głową.
- Nazwisko Malfoy nie jest najlepiej notowane w Ministerstwie Magii – mruknął niewzruszenie. – A ty masz teraz podobno kurs aurora. Po prostu ich znajdźcie, sprawdźcie ich różdżki… pamięć… Udowodnią wam, że służyli Voldemortowi i do tej pory są najgorszymi łachudrami.
Harry przypatrywał mu się, jakby widział go po raz pierwszy. Jakby te wszystkie lata się nie wydarzyły, jakby nigdy nie było kogoś takiego jak Tom Riddle. Przed nim stał inny człowiek. Nie było już Draco Malfoya.
- Mają jakieś nazwiska? – zapytał w końcu.

               
                                                               *
                                                               *
                                                               *


                Jak krótka jest ludzka pamięć a jak wszechmocny jest czas, wie tylko ten, któremu świat odpuścił ciężkie grzechy. Minął rok od kiedy Raphael i Philip Alexander trafili do więzienia, skąd przyszła też przykra wiadomość o śmierci Lucjusza Malfoya.
Jego rodzina wróciła z towarzyskiego wygnania. Narcyza, po odczekaniu stosownej żałoby, znów brylowała na salonach, wdzięcznie przyjmując łatkę bohaterki, która uratowała życie Harry’emu Potterowi. Jej syn zakupił niewielką posiadłość pod Londynem, a społeczność czarodziejów obiegła plotka, że się zaręczył. Z okazji tej i kilku jeszcze ciekawych pogłosek, w domu państwa von Herzów urządzono wielkie przyjęcie.
- Mógłbyś nie pić choć przez pięć minut? – Draco skinął teatralnie głową przed swoją narzeczoną i odstawił szklankę burbonu z wyraźnym bólem.
- Jak sobie życzysz, Pansy – mruknął przesadnie uprzejmie. Jego narzeczona przykleiła sobie na twarz uśmiech numer cztery i chwyciła go pod ramię.
- Jest twoja matka… - oznajmiła niezbyt szczęśliwym głosem. Draco nie miał nastroju roztrząsać ich problemów.
- Chcesz się przywitać?
- Nie – odparła natychmiast. – Ale ty powinieneś.
Skinął jej głową i ruszył  w stronę matki, zabawianej rozmową przez państwa von Herzów.
- Ach! – Narcyza wyraźnie ucieszyła się na jego widok, a gospodarze odwrócili się w jego stronę.
- Dzień dobry, Draco, miło cię widzieć! – zawołała pani Herz, podając mu dłoń do ucałowania.
- Pani Francesco, wygląda pani czarująco – powiedział, z ustami na jej dłoni, z taką ironią, że aż sam się dziwił, że nie wybuchnął przy tym śmiechem.
Państwo Herzowie posłali im jeszcze uprzejme spojrzenia i oddalili się.
- Mamo – Draco pocałował matkę w policzek i spojrzał tęsknie w stronę barmana, który roznosił właśnie drinki.
- Ta twoja dziewczyna nie zamierza się nawet przywitać? – zapytała chłodno Narcyza. Draco wzruszył ramionami.
- Podobno powiedziałaś jej ostatnio, że powinna pomyśleć o powrocie do szkoły, bo niewiele się nauczyła w Hogwarcie.
Narcyza skinęła głową.
- I nadal to podtrzymuję. Ta dziewczyna nic nie wie o manierach – oznajmiła – I na Merlina, kim są jej rodzice, Draco?!
- Nie martw się – powiedział szybko, uspokajającym tonem – Parkinsonowie stali murem za Voldemortem!
Twarz Narcyzy stężała w wyrazie bezgranicznej wściekłości, a Draco tylko zaśmiał się i odwrócił. Skierował się z powrotem w stronę Pansy, ale w połowie drogi zwolnił i jęknął z bólem. Jego narzeczona pokazywała właśnie czterem zapewne przypadkowym kobietom pierścionek zaręczynowy, który dostała dwa dni temu. Draco znowu rozejrzał się na kelnerem.
                Ale gdy tak wyciągał szyję, zobaczył nagle coś, co sprawiło, że zapomniał gdzie jest. Tuż przed podestem, na którym grali muzycy stała dziewczyna. Wyglądała jak każda dziewczyna tutaj chciałaby wyglądać. Miało gładko zaczesane, upięte włosy i suknię z lejącego się, czarnego materiału. Ale nie jej wygląd najbardziej interesował Draco, ale fakt, że ją znał, a kiedyś pewnie i kochał…
                Nie zastanawiając się ani sekundy, ruszył w jej stronę, i dopiero w połowie drogi zorientował się, że Astoria nie jest tu sama. Stała obok barczystego mężczyzny, wpatrzonego w nią jak w obrazek.
                Zauważyła go, gdy był jeszcze daleko. Szampan w jej ręku zachybotał niebezpiecznie, gdy poderwała się jak rażona prądem. Draco nie zwalniał. Gdy zatrzymał się przed nią, widział w jej oczach coś, czego nie umiał rozszyfrować.
- Astorio… - powiedział kłaniając się kurtuazyjnie, bo jej towarzysz przyglądał mu się uważnie. Astoria wyglądała jak zahipnotyzowana. Przez długą chwilę po prostu się na niego patrzyła.
- Draco… - szepnęła w końcu. Jej oczy się śmiały. Mógłby przysiąc, że cieszyła się jego widokiem.
- Kochanie? – jej partner musiał nachylić się blisko, by w końcu na niego spojrzała.
- Och, Bryan! Wybacz, to jest Draco. Draco Malfoy, mój… przyjaciel.
Draco omiótł ją rozbawionym spojrzeniem, a potem podał rękę mężczyźnie.
- Astoria chyba zaniemówiła z wrażenia pańskim widokiem – mruknął tamten niezbyt szczęśliwie. – Dokończę więc za nią – nazywam się Bryan Jerkins. Jestem narzeczonym Astorii.
Draco bardzo żałował, że już się przywitali, bo wtedy mógłby zgnieść mu kości podczas uścisku ręki. Astoria miała przerażoną minę, ale wciąż nie spuszczała wzroku z Dracona, a jej narzeczony przyglądał się temu z niezbyt szczęśliwą miną.
- Przyniosę coś do picia – powiedział w końcu. – Chyba dawno się nie widzieliście.
Nikt mu nie odpowiedział, więc skinął im niemrawo i odszedł. Draco złapał ją za rękę.
- TAKI był twój plan? – syknął wściekle. Astoria próbowała się wyrwać, ale było to daremne.
- Nie miałam żadnego planu, idioto! Musiałam uciekać!
- Przed kim? – warknął jej do ucha. – Przed Alexandrem czy przede mną?
Wyglądała, jakby dotknął ją do żywego.
- Moje życie było w rozsypce! – zawołała z bólem. – Jak chciałeś je poskładać?! Byłeś w jeszcze większym bagnie niż ja!
- Więc przygruchałaś sobie bogatego pajaca, który zapewnia ci spokój i harmonię? – zadrwił. Astoria nie odpowiedziała mu, ale wpatrzyła w kogoś za jego plecami.
                W ostatniej chwili zdążył puścić jej nadgarstek, gdy poczuł czyjąś dłoń na ramieniu i obrócił się do Pansy.
- Draco? – zapytała, udając, że nie jest zdumiona tą sceną. Astoria uniosła wysoko brwi.
- Eee, Pansy to jest Astoria – powiedział wciąż wściekły. – Moja przyjaciółka – dodał drwiąco.
Astoria wzniosła oczy do nieba, a potem wyciągnęła do niej rękę.
- Pansy, narzeczona Draco – ręka Astorii zawisła na moment w powietrzu, ale szybko opamiętała się i uścisnęła jej dłoń, natychmiast przenosząc spojrzenie na Malfoya.
- Kto by pomyślał – powiedziała ze śmiechem, choć głos jej drżał. – Myślałam, że nie jesteś amatorem spokoju i harmonii…
Nim Draco zdążył jej odpowiedzieć, a Pansy zdumieć zupełnie, wrócił Bryan, niosąc drinki i patrząc na Malfoya z niepewnością.
- Draco, pani Fitzgerald chce się przywitać – odezwała się znowu Pansy, a Draco skinął jej głową, posłał narzeczonemu Astorii uprzejme spojrzenie i odszedł, po drodze odwracając się przez ramię, by spojrzeć na Astorię z najwyższą pogardą. Mniej więcej tak samo ona patrzyła na niego.

- Mówię do ciebie, słyszysz? – nie słyszał. Przez cały wieczór próbował opanować reakcję swojego ciała na spotkanie z Greengrass. Ale jak uspokoić krew, mózg i serce jednocześnie?
- Tak? – zapytał, ale nie usłyszał odpowiedzi. W tym momencie zobaczył jak Astoria wychodzi z sali, patrząc prosto na niego, jakby chciała mu coś powiedzieć.
- Draco?
Prawie biegł. Czekała w korytarzu. Nie powiedziała ani słowa, tylko chwyciła go za rękę i pociągnęła za sobą na imponujące schody, wyłożone czerwonym dywanem. Nie oponował.

- Myślisz, że są zamknięte? – mruknęła przed jednym z pokojów a potem wyjęła różdżkę z torebki i wycelowała nią w drzwi. Draco uprzedził ją i po prostu nacisnął klamkę, po czym zaśmiał się drwiąco. Wepchnęła go do środka.
- Miałam zostać?! – wrzasnęła, prawie go ogłuszając. – Miałam z tobą zostać?! Uciekinierka i były śmierciożerca! Co byśmy mieli?!
Draco zamknął drzwi, bo uznał, że będzie tak jeszcze trochę krzyczeć.
- Nie wiem, może na przykład udane życie – powiedział z kpiną. Pokręciła głową, jakby odganiała się od tej myśli.
- Uciekłam od ludzi takich jak ty!
Zabolało. Chyba nic innego nie dotknęło go bardziej niż to co teraz powiedziała. Z jego twarzy zniknął cyniczny uśmiech.
- Przepraszam… - powiedziała szybko, robiąc krok w jego stronę. Ale tym razem to on się odsunął.
- Za co? Masz rację…
- Nie to miałam na myśli! – zawołała prędko. – Wiem kim jesteś.
- Więc wiesz od kogo uciekłaś – stwierdził gorzko. Wzięła głęboki oddech.
- Od jedynej definicji szczęścia jaką poznałam. Miałam ją pięć minut a przeraziła mnie bardziej niż cokolwiek innego.
Patrzył na nią z bólem, złością i tęsknotą. I wszystko to czuł.
- A teraz jesteś szczęśliwa? Z tym bogatym kretynem?
Astoria przestąpiła z nogi na nogę.
- Bryan jest… on bardzo mnie kocha.
Draco zaśmiał się głośno.
- No tak, to już połowa sukcesu.
Astoria westchnęła ciężko.
- Ty też nie próżnowałeś – palnęła.
- I dobrze. Niewiele bym ugrał, gdybym czekał.
Zapadła cisza. Astoria oddychała ciężko, a Draco wpatrywał się w nią z uporem. Ale to milczenie jakoś wcale im nie ciążyło. Było tak, jakby nie musieli mówić, by wiedzieć co myślą.
                Astoria przymknęła oczy, jakby sama wolała nie patrzeć na to co robi. A potem odbiła się od miejsca i podeszła do niego szybkim, choć niezbyt pewnym krokiem. Położyła trzęsącą się dłoń na jego szyi. Draco objął ją i bardzo powoli przyciągnął do siebie. Pochylił się. Ona stanęła na palcach i wpatrzyła w jego wciąż mokre od whisky usta.
                Dotknęła ich swoimi wargami. Ten smak sprawił, że cicho jęknęła a potem przysunęła się bliżej, jakby nie mogła wytrzymać, że jest gdzieś jeszcze kilka milimetrów jej ciała, którymi do niego nie przylega. Szarpnął ją mocno, najwyraźniej czując to samo. Jego palce zatrzymały się na odkrytym kawałku jej skóry na plecach i tańczyły prawie jak tak szybko jak jego język.
                Gdy Astoria odsunęła gwałtownie głowę, poczuł taką wściekłość i nienasycenie, że mimowolnie przygarnął ją mocniej ramionami.
- Nie chcę z tobą być – powiedziała, patrząc mu w oczy.
- Nie wypuszczę cię.
- Nie rób tego.
I znowu się całowali i dotykali, i szarpali. Łóżko w rogu pokoju przyciągało ich i nie odrywając się ani na moment od siebie zmierzali w jego stronę.
                Draco spadł na nie i pociągnął ją za sobą. Spojrzał na nią jeszcze, jakby chciał się upewnić. Ale ona nie wyglądała, jakby miała wątpliwości.
                Łóżko zaskrzypiało cicho, gdy czarna sukienka zsunęła się na podłogę, a na niej wylądowała marynarka w tym samym kolorze.

                Draco obudził się gdy zamknęły się za nią drzwi. Tym razem nie był już na tyle głupi by się dziwić.
                                                              
                                                               *
                                                               *
                                                               *

                W dniu swojego ślubu Astoria nie czuła zdenerwowania. W zasadzie było to dla niej dość obojętne wydarzenie. Nie było tu jej gości, a obcymi ludźmi nie zwykła się przejmować. Miała ładną sukienkę, podobała jej się fryzura. Czegóż chcieć więcej?
                W kaplicy rozbrzmiał już cudowny głos skrzypiec i wiedziała, że Bryan już na nią czeka. Ruszyła.
                Tego chce.
                Jest pewna.

                Po tym wszystkim co przeszła potrzebuje spokoju i stabilizacji.

                Ludzie w kaplicy wstali a Bryan uśmiechnął się z rozrzewnieniem. Musi iść. Idzie. Poradzi sobie, w końcu nawet nie czuje nerwów.

                A może powinna się denerwować?

                Prawie zaklęła w głos, gdy przydeptała sobie suknię, a podnosząc zbyt gwałtownie głowę, słońce zaświeciło jej prosto w oczy, oślepiając ją.

                CO ONA TU ROBI?! Zatrzymała się. Ludzie patrzyli na nią w osłupieniu. Co jej tam ludzie!

                Ona chciała jego. Nie ułożonego posiadacza największej hodowli sów w Wielkiej Brytanii. Śmierciożercę. Z problemem alkoholowym i wiecznie przetrzymanym zarostem. Chama.

                Cofnęła się, podwijając poły sukni. Jak mogła myśleć, że nie jest w stanie mu zaufać? Odkąd uciekła Raphaelowi nie dała się nikomu dotknąć. A jemu oddała się bez zastanowienia.

                Bezgłośne „przepraszam” wyrwało się z jej ust w stronę zdumionego Bryana, gdy odwróciła się i pognała w stronę wyjścia. A w ucieczkach była najlepsza. Przed kaplicą wyjęła różdżkę z białej torebki, którą miała zawieszoną na ręce. Kretynka! Sam fakt, że zabiera różdżkę na swoje wesele mógł dać jej do zrozumienia, że jest to najgorsza decyzja jej życia. Machnęła różdżką.
                Już zapomniała jak poobrywany był bruk w tym miejscu, gdy puściła się po nim biegiem. Wpadła jak… cóż, uciekająca panna młoda do baru, w którym kiedyś pracowała i opuściła ciężko ramiona. Nie było go tu. Jak głupim trzeba być, by sądzić, że życie jest tak proste?
- AS!!! – uśmiechnęła się krzywo do Eda, któremu oczy wyłaziły z orbit na jej widok.
- Pogadamy innym razem – rzuciła, stwierdzając, że zrobiła z siebie wystarczające widowisko, sądząc po twarzach wszystkich kilkunastu osób i odwróciła się, by wyjść.
- Znowu zwiałaś?
Zamarła. Jej serce oszalało, uśmiechnęła się całą sobą i odwróciła bardzo powoli.
                Był lekko pijany, miał szarą skórę i tygodniowy zarost.
- Zwiałam – powiedziała, przyglądając mu się z uwielbieniem, bo nie wyobrażała sobie, by mógł wyglądać lepiej.
- Do mnie? – upewnił się jeszcze. Pokiwała szybko głową.
                Dracon odwrócił się do Eda.
- Dopisz mi do rachunku.
A potem pociągnął ją za rękę i wyprowadził z baru.
- Jesteś nienormalna – oznajmił, ciągnąc ją za sobą.
- Jestem. – przytaknęła grzecznie. Obrzucił ją tylko wściekłym spojrzeniem, a potem w milczeniu zaprowadził do alejki, w której dawno temu znalazła go i zabrała do domu.
- Kiedy znowu spieprzysz? – warknął, łapiąc ją za rękę.
- Nigdy – odparła pewnie. – Mogę nawet teraz gonić ciebie.
Prychnął.
- A może ja już mam żonę?
Nie spojrzała na jego dłoń, gdzie mogła być obrączka, ale wpatrzyła się w jego szare tęczówki.
- Nie masz.
- Nie mam, kurwa! – zawołał. – I miałem świetny plan pić whisky do końca życia w tej knajpie!
Pomachała szybko głową.
- Nie… My będziemy strasznie szczęśliwi – oznajmiła.
Wyglądał, jakby dostał gorączki, a jednocześnie odjęło mu rozum.
- Nienawidziłaś mnie – jęknął ciężko. – Za to kim byłem. I bałaś się mnie.
- Nie dla bohatera uciekłam sprzed ołtarza.
- Dla zapijaczonego śmierciożercy.
- I wolę go nad wszystko.

                                                               *
                                                               *
                                                               *

                Narcyza Malfoy weszła do pokoju z mieszanymi uczuciami. Ta dziewczyna była tak narwana, szalona i czasem niedorzeczna, że załamywała nad nią ręce. Ale z drugiej strony Draco nie tknął kieliszka od kiedy to irytujące dziewczę z nim zamieszkało. I golił się.
                Zamknęła za sobą drzwi.
- Widziałam twoją matkę i siostrę – powiedziała do Astorii. Nagle zdała sobie sprawę, że dziewczyna potwornie się trzęsie.
- To cudownie – powiedziała, choć Narcyza była pewna, że jej nie słuchała.
- Jeśli się denerwujesz, zawsze możesz to jeszcze przemyśleć – powiedziała z nutką nadziei.
Astoria spojrzała w dół na prostą, białą sukienkę.
- Już nie uciekam – oznajmiła.
Ale Narcyza wciąż widziała jak cała się trzęsie. Westchnęła ciężko, a potem ruszyła w jej kierunku, chwytając po drodze welon, który leżał rozłożony na niskiej sofie.
- W dniu mojego ślubu dwa razy zdejmowałam suknię – rzekła, stając za nią i przykładając lśniący materiał do jej włosów – A moja babka była już z powrotem w domu, gdy postanowiła wrócić do kaplicy na swój ślub. – mówiła przypinając jej welon. – Ale i tak najbardziej znana jest historia mojego pra pradziadka, Scorpiusa Blacka, który tuż przed swoim porwał swoją narzeczoną i uciekli razem, po to by za chwilę wrócić i dokończyć ceremonię.
Astoria uśmiechnęła się trochę luźniej.
- Ja też bym się wróciła… Dla Draco, zawsze.

               





41 komentarzy:

  1. STO LAT, STO LAT NIECH ŻYJE GINGER NAM I PISZE GGG!!! STO LAT!!! (Absolutnie nierytmiczne) STOO LAT!!! STO LAT I WIĘCEJ!!! (W takim wypadku mam nadzieję, że dożyję)

    Jestem zagorzałą fanką Dramione, ale... ALE SIĘ ZAKOCHAŁAM!!! <3 Totalnie, bezgranicznie się zakochałam. Uwielbiam Twoją Astorię i teraz wielbię ją jeszcze bardziej! Nawet nie wiem co pisać. Nie umiem skleić normalnego zdania. Zapewne gdybym się nie pilnowała powstałoby coś takiego - <33333333, ale daję radę. XD
    Draco i jego '-Wszędzie fanki...' to mój absolutny faworyt w rozbrajających tekstach z GGG.
    Scorpius Black. Umarłam i nadal siedzę w niebie (ktoś tu próbuje wcisnąć kit, że jest grzeczny).
    Jeśli mój ukochany Malfoy pójdzie w ślady swojego imiennika to stamtąd nie wyfrunę. Nigdy. *ładnie prosi, Rose też prosi, świat prosi również, wszystko pozostałe co nie jest światem także prosi*
    Jestem beznadziejna w pisaniu ładnych i składanych komentarzy.
    I jestem beznadziejna w pisaniu pożądnych i wartościowych komentarzy.
    Oraz jestem beznadziejna w pisaniu komentarzy, które nie podchodzą pod czczenie Cię.
    Przykro mi, będziesz musiała się z tym pogodzić.

    Pozdrawiam Cię i idę założyć nową religię,
    Patrycja, która odpływa do łóżka przepełniona energią. (Twoja wina!!!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A! I daj znać kiedy Twoja książka będzie mieć premierę! Rozbiję obóz przed jedną z księgarń, do których trafi i będę czekać żeby dorwać ją pierwsza! :D

      Usuń
    2. Dziękuję, tak bardzo mi miło! :)
      Książki się piszą, ale jeszcze długa droga do wydania :P

      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Matko! To jest genialne, kocham As i Draco, ta miniaturka jest chyba najlepszą jaką kiedykolwiek czytałam, naprawdę ;) Mam prośbę, czy chciałabyś od czasu do czasu pisać takie wspaniałe miniaturki?
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i czy poinformowałabyś nas gdyby Twoje książki weszły do sprzedaży, bo z chęcią bym je przeczytała. Zapomniałam napisać, kocham Scorpiusa a to, że ujęłaś go (nie jego, ale chyba wszystkim się skojarzył) jest cudowne! Bardzo dziękuję za takie świetne miniaturki :)
      A.

      Usuń
    2. Tak, mi też się spodobało, więc na pewno jeszcze kilka wpadnie. Mam pomysł na Teddy'ego i Victorię, i jako absolutna fanka Harmione kiedyś napiszę też i to! :P No ale to na pewno po zakończeniu 2 części.

      Dziękuję i pozdrawiam Cię!

      Usuń
  3. 100 laaat ! Albo i 200 żeby i nasze prawnuki poznały twoja twórczość :D Życzę ci pr,ede wszystkim mnóstwo weny, pociechy z czytelniczek i cierpliwości do takich jak ja, które maja duży problem z regularnym komentowaniem. I żeby kazda twoja ksiazka stała się bestsellerem :)
    Uwielbiam Astorie i Dracona a twoja miniaturka mnie w tym utwierdziła ;) Jest niesamowita :) i jeszcze Scorpius Black :D wiesz co ? Jestem prawie pewna ze dzień slubu naszego Scorpiusa z Rose będzie wyglądał podobnie. No chyba ze to Rose porwie Scorpa, co wcale by mnie nie zdziwiło :P

    Pozdrawiam
    Nowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Scorpius Black pojawił się, żeby wytłumaczyć czemu Astoria nadała dziecku tak malfoyowskie imię - bo Narcyza się uparła a ona uznała go za jedynego normalnego przodka Draco. :)
      Nie planuję, by Scorpius porywał Rose ani odwrotnie :)

      Usuń
  4. sto lat sto lat ggg!!! aa jakie cudowne<3 swietnie piszesz miniaturki, moze by tak troche cześciej powstawały?:D twoja Astoria jest po prostu idealna no:( szkoda mi jej jak tak musiała uciekać i wgl, oni z Draco do siebie bardzo pasują i sie bardzo kochają jak widac :D
    Ginger napiszesz jak twoje ksiazki beda w sprzedaży? z wieeeeelką chęcią je przeczytam!!:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napiszę, ale jakoś nie mam wielkich nadziei na to, że cokolwiek zostanie wydane :)

      Dziękuję :)

      Usuń
  5. 100 lat dla GGG! Tą urodzinową miniaturka jest po prostu genialna! Bardzo lubię Astorie w twoim opowiadaniu i fajnie, że miniaturka jest o niej i o Draco!
    Czego życzę tobie i GGG?
    Po pierwsze: dużo weny
    Po drugie: dużo radości z pisania
    Po trzecie: wielu,wielu,wielu czytelników
    I po czwarte: dla Ciebie wszystkiego co najlepsze! :D
    Pozdrawiam Cię Serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Weny mam potwornie dużo, to chyba widać :P Radości z pisania jeszcze więcej! Czytelników nie musi być tak dużo, ci których już mam są zajefajni :D

      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  6. Dołączyłam do grona Twoich czytelniczek dokładnie 32 dni temu, ale już zdążyłam pokochać to opowiadanie. W dzień jego urodzin życzę Ci, kochana Ginger mnóstwa radości i pociechy z pisania GGG, wytrwałości i weny, abyś doprowadziła historię Jo, Jamesa, Rose, Scorpiusa i Albusa do (miejmy nadzieję :D) szczęśliwego końca oraz tego by świat kiedyś usłyszał i zachwycił się Twoimi książkami!
    Sobie, jako że to również święto wszystkich czytelników, życzę tego bym zawsze mogła znaleźć czas i nacieszyć się kolejną przygodą naszej kochanej zgrai :P

    Nie sądziłam, że mogę jeszcze bardziej uwielbiać As, nie mówiąc o Draco ^^ A teraz czas na bardzo niedojrzałą, ale adekwatną reakcję na mój zachwyt powyższą miniaturką:
    <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3
    ~ oczarowana Mała Mi

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow to już rok? Nieźle! Jestem bardzo zadowolona z tego opowiadania i chce by było jak najdłużej!
    Szczerze, to pamiętam, że to opowiadanie czytam od września, czyli 1, 2, 3...pół roku! Sama nie mogę w to uwierzyć!
    Wiesz, że to było moje pierwsze opowiadanie o scorose?
    Teraz, tak znudziłam się innymi opowiadaniami, że w ogóle nie wchodzę na blogspota... Ale nie mogę wytrzymać bez Twojego opowiadania! Teraz od 3 miesięcy nie byłam na blogspocie, jak już sprawdzam czy jest u Ciebie rozdział to po prostu wchodzę
    Dokonałaś tego, że tylko to opowiadanie czytam! Kocham Cię za to! ♡
    Uwielbiam to opowiadanie i zastanawiam się ostatnio czy nie przeczytać go od początku! ;D
    I chyba tak dziś zrobię, bo i tak nic nie mam do roboty!
    Sorki, że ten komentarz jest bez ładu i składu, ale ja już jestem taka nieogarnięta. No cóż, bywa.
    Pozdrawiam i czekam na nexta! :)
    ~Natalie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, nigdy nie było moim celem, żebyście nie czytały innych opowiadań :) Na blogspocie jest sporo fajnych historii, np. parodii HP, albo o całkiem innej tematyce niż potterowska. Polecam.

      I dzięki! :)

      Usuń
  8. Masz ode mnie wielką butelkę szampana i ogromny tort czekoladowy zrobiony przez mojego skrzata domowego!
    To niesamowite, że minął już rok! I że dodałaś aż tyle rozdziałów! GGG stało się ogromną częścią mojego życia przez te kilkanaście miesięcy, wiesz? Dosłownie nie wyobrażam sobie, że kiedyś się skończy, więc nie żartuję, życząc wam 100 lat!
    Życzę ci też, żebyś miała ogromnie dużo weny i czasu na pisanie. Żebyś zdobywała coraz więcej czytelników. Żebyć nadal pisała tak dobrze, albo lepiej, choć nie wiem czy tak można. Żebyś wydała swoje powieści, a ja będę pierwszą osobą która je kupi! Żeby dobrze poszły ci wszystkie sesje i egzaminy. Żebyś spotkała takiego Jamesa, Scorpiusa albo Ala, a najlepiej ich wszystkich. I żebyś wybrała z pośród nich tego jedynego. A przede wszystkim życzę ci szczęścia i tego, abyś sama odkryła do niego drogę. Jesteś cudowną osobą i mam nadzieję, że spełnią się wszystkie twoje marzenia!
    A teraz co do miniaturki: TO BYŁO TAKIE UROCZE! Pokochałam Astorię jeszcze bardziej, ale z pewnością będę teraz patrzyła na nią z innej perspektywy. Draco jest fantastyczny i mieszanka genów tej dwójki musiała dać coś tak wspaniałego jak Scor.
    Na koniec jeszcze raz wszystkiego najlepszego, sto lat, zdrowia, pomyślności i tych innych banałów, o których zapomniałam na początku!
    Pozdrawiam i czekam na rozdział! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Upiłam się szampanem i nie mogę chodzić, bo zjadłam cały tort... :(
      Jak tak czytam, że to co robię jest częścią czyjegoś życia to jestem przerażona... No bo to oznacza, że trzeba się cholernie starać, żeby tego nie spieprzyć, nie? :P
      Bardzo bardzo dziękuję! :)

      Usuń
    2. A! I jeśli chciałabyś napisać miniaturkę o Harrym i Hermionie (na nią głosowałam, choć ta jest cudowna!) to się nie pogniewamy :p Zawsze mi się wydawało, podczas czytania GGG, że między nimi coś się wydarzyło w przeszłości i strasznie chciałabym się dowiedzieć co! :c

      Usuń
  9. Piękny dzień sobie wybrałaś na rozpoczęcie bloga, pierwszy dzień wiosny! :D

    Łał, to już rok. Jak ten czas szybko leci, pamiętam jak dopiero co znalazłam tego bloga. Było to chyba w maju, bądź w czerwcu, nie jestem pewna... W każdym bądź razie "czynną" czytelniczką jestem od czerwca( skomentowałam wtedy pierwszy raz posta, jeszcze z anonima i z dwoma zdaniami, ale to i tak postęp dla mnie, bo jestem strasznym leniem xD) Jeju, jestem już tutaj 10 miesięcy, to chyba najdłużej z wszystkich blogów, które czytam :D
    Gratuluję wytrwałości w pisaniu i częstotliwości w dodawaniu rozdziałów, na prawdę wiele innych pisarek blogów? mogłoby brać z ciebie przykład :D 49 długich rozdziałów w ciągu roku to jest serio coś :D
    Co do miniaturki to mega mnie nią zaskoczyłaś. Pozytywnie oczywiście :D Bardzo mi się podoba. Fajnie przeczytać coś Twojego autorstwa w innym klimacie niż GGG. A Draco i Astoria to idealne połączenie <3
    O, i na koniec życzę ci wytrwałości w dalszym pisaniu GGG :)
    Pozdrawiam, a zaraz lecę po jakieś słodkości, pff co tam diety trzeba uczcić taką okazję xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, a wiecie, że to był jeden z niewielu postów, przy których naprawdę bałam się waszej reakcji (no może jeszcze wtedy, gdy Jo była z Alem i Scorpius zrywał z Rose)... Ja serio myślałam, że wam się (nie do końca) to spodoba. Jestem strasznie szczęśliwa, że tak nie jest. Dziękuję! :)

      Usuń
  10. Fantastyczna, fenomenalna, cudowna i jeszcze mogłabym wypisywać więcej epitetów. Więcej takich miniaturek i oczywiście 100 lat GGG!

    OdpowiedzUsuń
  11. 100 lat! miniaturka jest MEGA! zawsze sobie wyobrazalam jak Draco i Astoria sie poznali ale twoja wersja jest genialna! Teraz wiadomo po kim Scor taki opiekunczy (i sklonny do alkoholu) Jeszcze raz wszystkiego najlepszego i duuuzo weny!
    Julk ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ja myślę też, że odziedziczył po ojcu gust do szalonych kobiet :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  12. Muszę przyznać, że czekałam na ten moment odkąd Scorpius wspomniał Rose o historii swoich rozdiców. :) COŚ PIĘKNEGO.
    Ja ich uwielbiam. Naprawdę, są cudni. I moim zdaniem to takie noramlne, że się zeszli. Co innego Darmione, to podchodzi pod anomalię. Zupełnie różne światy, typowo filmowa fabuła... A tak wszystko się trzyma kupy. :)
    Koniecznie musisz dać nam znać, gdy coś wydasz. Byłoby fantastycznie, powodzenia!
    Poza tym nie mogę uwieżyć, że to już rok. Jak ten czas szynko leci... gratulacje, wytrwała jesteś Ginger. ;D
    A co do Scorpiusa Blacka - wygrałaś wszystko! Aż brak mi słów, a wierz mi, to się nieczęsto zdarza.

    Nie mogę się doczekać następnego, pozdrawiam xx CJ

    Ps średnio mam wifi, przepraszam za ewentualne błędy xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ave i piąteczka! Ja też nienawidzę Dramione, nigdy nie zrozumiem tego fenomenu.
      Uznałam, że Scor musiał odziedziczyć imię po kimś wyjątkowym.

      Dziękuję CI! :)

      Usuń
  13. 1000000 lat niech zyje nam a kto? GGG!!! Niewpadlabym na miniaturke z Draco i Astoria ale pozytywnie mnie zaskoczylas. Musze przyznac, ze na poczatku troche zawiodlam sie jak zobaczylam, ze to jednak nie kolejny rozdzial... ALE nie potrzebnie z ciebie zwatpilam bo wyszlo ci cudnie. Masz ogromny talent kobieto, zazdroszcze ci. Bijesz na leb na szyje inne blogerki, ktorych blogi czytalam, a uwiez troche ich bylo... chyba sie uzaleznilam od twojego bloga, codziennie sprawdzalam czy czegos nie napisalas az tu nagle ... patrze i NARESZCIE. Tylko dlaczego musialam go zobaczyc podczas ogladania MALYCH GIGANOW?? Dobra dosc, teraz o rozdziale :) . Narcyzie troche ciezko dogodzic Pansy jej nie pasowala Astoria tez wiec ... zdecyduj sie kobieto!!! Nie polubilam jej :) A tak wogole co sie stalo z Parkinson, bo zaczynam wysnowac teorie na temat jej niespodziewanej smierci z rak przyszles tesciowej :) Harry remontujacy dach?? Hahah Wychodzi na to ze As ucieka przez praawie cale zycie ale w koncu zorientowala sie z kim tak naprawde bedzie szczesliwa... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Narcyza (według moich obserwacji z HP) była bardzo nadopiekuńcza wobec swojego jedynego dziecka (co ostatecznie wyszło mu na dobre), i nie sądzę, by to zmieniło się po latach. Żadna dziewczyna Draco nie byłaby zupełnie dobra, a fakt, że jakoś zaakceptowała Astorię (oczywiście tlyko dlatego, że D. sie ogarnął), to i tak jej duży sukces.
      Draco zostawił Pansy po przyjęciu, na którym spotkał Astorię (wtedy, gdy wpadł na świetny pomysł chlania w barze do końca życia :P).

      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  14. Ostatnio nie potrafię napisać zadowalającego mnie komentarza, ale dla Ciebie naskrobię te pare słów;-)

    A więc... OMG! Boże to było cudowne. Draco zawsze był moim ulubieńcem, ale teraz to już całkowicie. Co do As to po przeczytaniu innego bloga miałam ją za wstrętną kurę domową, a nie wspaniałą kobietę, która kocha Draco bez względu na wszystko.

    Z okazji urodzin GGG życzę Ci kochana dużo czasu na pisanie, weny i zadowolenia zbloga.
    ~Ruda Jędza
    PS.
    Prosiłabym o więcej takich wspaniałych miniaturek (najlepiej o podobnej tematyce, jeśli możesz)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani tu nowa? Witamy! :))

      Miniaturek pewnie będzie jeszcze kilka, po skończeniu 2 części GGG :)

      Usuń
  15. Ginger, dziękujemy!
    Za ten rok, za to wspaniałe i najlepsze opowiadanie!
    I za tą przecudowną miniaturkę!
    Wzruszyłam się przy niej tyle razy, że dopiero teraz mogę napisać komentarz. Jestem absolutnie zachwycona Astorią, Draco to oczywiste, ale też tym, że była scena z Harrym i wspomniałaś o tym skąd wzięło się imię Scora!

    Wielbię! <3
    Panna Bez Gmaila

    OdpowiedzUsuń
  16. Sto lat!!!!!:D Wszystkiego najlepszego i dużo weny. Podziwiam cię że piszesz to opowiadanie tak długo i cały czas masz inne orginalne pomysły. Czytam to opowiadanie od około 2 miesięcy i jestem uzależniona:))))
    Co do miniaturki jest świetna. Kocham twoją Astorie, jest taka normalna i miła. Draco też oczywiście<3
    Z niecierpliwością czekam na następny rozdział, pozdrawiam i przepraszam za błędy <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Sto lat i jeszcze więcej!!!!
    Właśnie robię tort śmietankowo-truskawkowy, może się przyłączysz?
    Co do miniaturki, to właśnie taką Astorię lubię. Pełną energii, szaloną, oddaną i mającą swoje zdanie. Czytałam kilka historii o nich, ale żadna mi się nie podobała, do teraz.
    Wydadzą na pewno Twoje książki. A mam pytanie. Jaka jest ich tematyka?
    Pozdrawiam i życzę bardzo dużo weny, Nikita

    OdpowiedzUsuń
  18. Czekaj, ale mam się przyłączyć do robienia tortu? Nie chcesz tego! :P Jeśli jednak jedzenia (to też tego nie chcesz), ale jak najbardziej się piszę! :)

    Książki to kryminał i powieść historyczna.
    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Zakochałam się w tej miniaturce <3 Dzięki Tobie pokochałam Draco <3 Dziękuje xoxo

    OdpowiedzUsuń
  20. Przecudowne! Chyba właśnie polubiłam Draco... To jest idealne! Naprawde nie wiem co napisać...
    "-Co tu robisz?- [...]
    -Czekam na śmierć" <3 <3 <3
    Z okazji urodzin GGG (które były 3 miesiące temu , ale co z tego) życzę przede wszystkim weny, weny i jeszcze raz weny, żeby pojawiało się tu więcej tak cudownych miniaturek.

    OdpowiedzUsuń
  21. Na razie dodałam niewiele komentarzy, bo nie lubię pisać na smartfonie, a to na nim czytałam GGG. I pewnie zauważyłaś, jak krótkie były. Aż mi wstyd, kiedy widzę komentarze Zdemoralizowanej, albo zosi, Jagger... No bo jak mam się zatrzymać i dodać ten cholerny komentarz, kiedy chce tylko czytac wiecej i dalej? Cóż mogę powiedzieć, Uwielbiam,cię i tą miniaturkę. Twoja wersja Asco ( czyli polaczenia ich imion, nic lepszego nie wymysle ) jest boooska. 😅😆😉😁😍😍

    OdpowiedzUsuń
  22. Świetne i cudowne. Brak slow Ginger ;)
    Pozdrawiam
    Czarownica

    OdpowiedzUsuń
  23. Przepiękna miniaturka <3 Astoria jest cudowna po prostu, uwielbiam ją :D

    OdpowiedzUsuń
  24. :3

    Astoria i Draco...
    To...
    To jest...
    ...GENIALNE!!!
    Absolutnie genialne, kochana!
    Zakochała bym się w nich gdybym już nie była w nich zakochana...

    Całuski
    BlackRabbit

    OdpowiedzUsuń